Blog > Komentarze do wpisu

Ludzkie koło na Marsie

To jest koło! Koło! - takimi okrzykami powitano w centrum kontroli lotu w Kalifornii pierwsze zdjęcie z Marsa, które już kilka minut po lądowaniu nadesłał łazik Curiosity. Niewiele było na nim widać, ale dało się rozpoznać zarys koła, które pewnie stanęło na Czerwonej Planecie
Wczoraj rano naszego czasu Curiosity (ang. ciekawość) usiadł na dnie Krateru Gale'a, nieco na południe od marsjańskiego równika. Po ośmiu miesiącach podróży i najbardziej skomplikowanym lądowaniu w dziejach - "siedmiu minutach grozy", jak mówiło się na korytarzach . Na Marsie była godz. 15, Słońce już chyliło się ku zachodowi.

Sygnał, że łazik jest na miejscu, przesłała amerykańska sonda Odyssey, która krąży wokół Czerwonej Planety. Chwilę potem znieruchomienie pojazdu potwierdziły jego czujniki bezwładnościowe. Adam Steltzner, odpowiedzialny za lądowanie, jeszcze bezgłośnie policzył do dziesięciu. Chciał się upewnić, że dźwig, który w ostatniej fazie opuszczał Curiosity, odleciał i nie przygniótł cennego pakunku. I dopiero wtedy dał sygnał: "Przyziemienie potwierdzone!". A centrum kontroli lotów w Laboratorium Napędu Odrzutowego (JPL) w Pasadenie w Kalifornii oszalało z radości, pracownicy NASA klepali się po plecach i rzucali się sobie w ramiona.

"To bezprecedensowy wyczyn technologiczny. Dziś na planecie Mars Stany Zjednoczone Ameryki przeszły do historii" - napisał wkrótce potem na Twitterze prezydent . I pogratulował NASA.

- Siedem minut grozy zmieniło się w siedem minut triumfu. Moja ogromna radość z powodu sukcesu może się mierzyć jedynie z ogromną dumą z całego zespołu - napisał John Grunsfeld, szef ds. nauki w NASA.

Amerykańska agencja kosmiczna rzeczywiście ma wielkie sukcesy i wprawę w eksploracji Czerwonej Planety. W niewielu dziedzinach tak wyraźnie widać jej przewagę technologiczną nad konkurentami. Rosjanom nie udało się jeszcze ani razu szczęśliwie wylądować na Marsie, choć się wielokrotnie starali (ostatnią porażkę poniosła w zeszłym roku misja Fobos-Grunt). Amerykanom powiodło się siedem na osiem prób.

Być może znowu pomogły orzeszki. Wpatrzeni w monitory i wyczekujący sygnałów z Marsa inżynierowie garściami sięgali po fistaszki. Bez nich nie może się już obyć żadna misja realizowana przez JPL w Pasadnie. Ta tradycja sięga lat 60. ubiegłego wieku, kiedy NASA bezskutecznie próbowała wysłać na Księżyc sondy serii Ranger. Powiodło się dopiero za siódmym razem, kiedy naukowcy z nerwów podjadali orzeszki. Od tego czasu wierzą, że przynoszą szczęście.

A było ono bardzo potrzebne. Wystarczyło, by zawiódł jeden z setek precyzyjnych manewrów, nie odpalił jeden z ponad 70 pirotechnicznych ładunków, które kolejno zwalniały osłony i sprężyny, a misja zakończyłaby się na starcie. Co więcej, Curiosity był zdany wyłącznie na siebie, naukowcy mogli jedynie nasłuchiwać kolejnych meldunków od łazika. A kiedy wybuchły owacje, tak naprawdę Curiosity od 14 min. spokojnie stał już na Marsie, bo tyle czasu biegnie stamtąd sygnał na Ziemię.

wtorek, 07 sierpnia 2012, meniki

Polecane wpisy